Więc wracam. Cisza na morzu,
cisza w armacie – czas zabrać głos. Kilka miesięcy przerwy i mogę powiedzieć,
że działo się sporo. W tym czasie zdążyłam: przeczytać kilka fajnych książek i
nadrobić zaległości gazetowe, sięgnąć kulinarnego dna zjadając furę obrzydliwych
mrożonek, przygotować kilka posiłków raczej niskich lotów (mówiąc „niskich
lotów” mam na myśli naprawdę NISKIE loty), ugotować kilka zajebistych rzeczy i
nie zrobić im zdjęć, zrobić kilka rzeczy, z których na pewno nie będzie relacji
na tym blogu (nie chodzi wyłącznie o gotowanie), skleić piątkę z Kurtem Schellerem,
wyjść za mąż, pierwszy raz w życiu pojechać na all-inclusive, schudnąć a potem
znów przytyć. Pora odzyskać resztki szacunku dla swojej osoby i bez wielkiego
rabanu wrócić do garów.
Zanim jednak to nastąpi na łamach
Cynamonowego – dwa książkowe mustready do zabrania na zasłużony
urlop. Nie są to nowości, u mnie po prostu zalegiwały i trafiły na dobry
moment. Po pierwsze Playing with Fire Gordona
Ramsaya. Duża garść bardzo konkretnych i słusznych uwag dla tych, którzy już 5
razy obejrzeli powtórki wszystkich sezonów Kuchennych Rewolucji i mimo to,
wciąż marzą o własnej knajpie. Gordon uchyla rąbka tajemnicy i zdradza, jak to
jest robić w tym biznesie. I jeśli on mówi, że wcale nie jest łatwo, to pewnie ma chłopak rację. Do przeczytania i zapamiętania. Po drugie Anthony Bourdain Głodne Kawałki, czyli musztarda przed
obiadem – felietony zebrane z różnych czasopism i gazet. Zwyczajem Bourdaina,
zostawia człowieka na skraju emocji. Jak on pisze o Nowym Jorku… Cokolwiek by nie napisał, ja to prawdopodobnie
przeczytam. Uwielbiam!
Ponadto, zgłębiwszy trzeci już
numer magazynu KUKBUK, muszę oficjalnie przyznać, że jest to tytuł, na który
czeka się z wypiekami na twarzy. I u mnie jest tak… mniej więcej od pierwszego
numeru. (Wizualizacja mojej osoby w japonkach, z KUKBUKIEM pod pachą na jednej
z dzikich plaż zawsze dodaje mi sił w ciężkich chwilach). Fajnie, że pomysł na KUKBUKA
wciąż się broni i nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie miało być
inaczej. Tak trzymać! A ja lecę do kiosku po numer lipcowo-sierpniowy!
Gratulacje z okazji ślubu! Ja to bym baaardzo chętnie zobaczyła chociaż jedno małe zdjątko z tego wielkiego wydarzenia - można się spodziewać na blogu? :D:D:D
OdpowiedzUsuńDzięki! Co do zdjątek, tę kwestię będzie trzeba przedyskutować z mężem. ;)
UsuńNareszcie znowu przemówiłaś! :) Cieszę się bardzo i gratuluję zamążpójścia!
OdpowiedzUsuńTeż się cieszę, że znowu tu jestem. :)
Usuń