Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia włoska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia włoska. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 marca 2013

Non Solo



Od niedawna urzęduję na Ochocie. Powoli badam teren, szukam swoich miejsc. Mam już na koncie odkrycia z kategorii „porządny mięsny” i „pyszna cukiernia”, czyli to co chyba najważniejsze. Każda dobra, spożywczo-przemysłowa miejscówka jest dla mnie na wagę złota. A jak Grójecka długa i szeroka, punktów do sprawdzenia sporo. O jednym z nich muszę wspomnieć, bo akurat ten lokal znam już kilka ładnych lat. To pizzeria Non Solo. Lubię specyficzny gwar tego miejsca, gdzie czuję się częścią wielkiej, polsko-włoskiej rodziny.


Zwykle wpadam na pizzę. Z karty polecam zwłaszcza specjalność lokalu – pizzę Non Solo.  Jest wspaniała, ociekająca czosnkową oliwą. Ciężkawa, ale marcowy śnieg za oknem i temperatura poniżej zera to chyba wystarczająca okoliczność łagodząca dla tej zbrodni, prawda? Dobrym wyborem jest też Portofino z szynką parmeńską. Placki są duże, ciasto cienkie, a ceny do przełknięcia (18-38 zł). 


ul. Grójecka 28/30

piątek, 22 lutego 2013

Nie ma jak u mamy



Jadąc do Mamma Marietta na kolację czułam się jak przed wizytą w wesołym miasteczku. Tyle dobrych rekomendacji i wcale nie Mały Głód na tylnym siedzeniu. Niewielki lokal prowadzony przez Sycylijczyka Andrea Scarantino zaliczany jest w końcu do najlepszych włoskich restauracji w Warszawie. Menu studiowaliśmy już w domu. A w karcie sprytne antipasti, zupy kremy, mięso i ryby. Do tego pizza na 21 sposobów.


Owoce morza, na które ostrzyliśmy zęby, niestety jak się okazało wyszły, więc ostatecznie stanęło na pastach. Gnocchi z krewetkami, cukinią i świeżymi pomidorami to na pewno strzał w dziesiątkę. Kluseczki były idealnie miękkie i dobrze komponowały się z nie za gęstym sosem. Penne z boczkiem, świeżymi pomidorami, cebulą, papryką chili oraz czarnymi oliwkami było pyszne, choć znacznie bardziej pikantne. Tylko makaron torebkowy… Całość zwieńczyliśmy sufletem z kulką lodów waniliowych. Cytując klasyków: „Ale to było dobre.”


Gdy wyczyścicie talerze, uważajcie by nie wykrzyknąć „Mamma Mia” przy rachunku. Jedzenie ogólnie grzechu warte, ale nie jest to raczej cucina povera (Makarony 30-40 zł, secondi od 40 zł w górę, desery 20 zł). Dlatego warto zamówić te dania, których sami raczej nie zrobicie w domu. Stolik najlepiej zarezerwować z kilkudniowym wyprzedzeniem, bywa tłoczno.



ul. Wołoska 74a

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Risotto z groszkiem i krewetkami

Kiedy temperatura spada poniżej zera, nabieram chęci na jednogarnkowe dania, zawiesiste i pełne smaku. W przygotowaniu tego risotta niestety posiłkowałam się mrożonkami. Aż strach pomyśleć, jak wspaniale musi smakować jego wakacyjna wersja, ze świeżymi, sezonowymi warzywami. Siłą risotta o choćby najprostszym przepisie jest jakość jego składników. Kiepskie wino lub ser „prawie jak” może zrujnować nasze najlepsze chęci. Czasem warto szarpnąć się na coś ekstra. ;-) Przynajmniej tak mówił Jamie Oliver podczas swojej włoskiej wyprawy. Użyłam ryżu arborio, który jest okrąglejszy niż ryż klasyczny, dzięki czemu lepiej wchłania płyny. Możecie jednak dodać ten najzwyklejszy, nie upieram się.


Risotto z zielonym groszkiem i krewetkami

Porcja dla 4 osób

1 litr bulionu drobiowego
2 łyżki oliwy
ok. ¼ kostki masła
1 duża cebula
3 ząbki czosnku
400 g ryżu arborio
duży kieliszek wytrawnego wina
ok. 100g startego parmezanu
150 g zielonego groszku
150 g (lub więcej) baby krewetek
Sól i pieprz
Sok z cytryny do smaku
Pietruszka lub szczypiorek opcjonalnie

Rozgrzej oliwę i połowę masła na patelni, dodaj posiekaną cebulę i połowę czosnku, duś do miękkości na małym ogniu. Następnie dodaj ryż. Zacznie się smażyć, więc musisz cały czas go mieszać, aż zrobi się szklisty. Dolej wtedy wino i poczekaj aż ryż wchłonie płyn, a alkohol wyparuje.  Dolej połowę bulionu, cały czas mieszając. Dopraw do smaku. Jeśli masz mrożone krewetki, zalej je na minutę wrzątkiem. Odlej wodę i dokładnie wysusz najlepiej na papierowych ręcznikach. Na drugiej patelni, na zimne masło wrzuć czosnek (dzięki temu nie będzie gorzki) i za chwilę wrzuć krewetki. Podsmażaj 2-3 minuty, skrop sokiem z cytryny. Do naszego risotto dodaj groszek, krewetki na maśle i drugą część bulionu. Całość się przegryzie a ryż wchłonie wszystkie smaku. Na sam koniec, gdy zdejmiesz risotto z ognia dodaj resztę masła, parmezan i coś zielonego, jeśli masz pod ręką.

PS. Risotto trzeba zjeść zaraz po przygotowaniu. Odgrzewanie dania już po dodaniu parmezanu kończy się przypaleniem. Inspirację dla tego przepisu było Risotto bianco by Jamie Oliver.

piątek, 16 listopada 2012

Dziurka od klucza

W listopadzie najbardziej frenetycznie sprawdzam połączenia z każdym krajem potencjalnie cieplejszym niż Polska. W tajemnicy porównuję oferty last minute, chociaż w tym roku i tak znów z nich nie skorzystam. Fantazjuję o lazurowych wodach i słonecznych plażach, o rozległych winnicach i krajobrazach wyjętych z filmów Bertolucciego. Ciągnie mnie wszędzie gdzie ciepło i kolorowo, byle daleko stąd. A tymczasem okazuje się, że nie trzeba spędzać tygodni zagranico, by naładować się porządną dawką smaków i zapachów włoskiej kuchni. Niedawno znaleźliśmy na warszawskim Powiślu wyjątkowe miejsce. Jak bardzo cieszę się z tego odkrycia! Zwłaszcza teraz.


Gdy przekroczycie próg Dziurki od klucza na Radnej 13, od razu uderzą was najpiękniejsze śródziemnomorskie zapachy, przywołujące wspomnienie udanych wakacji. Smażone krewetki? Chorizo? Czosnek? Mule? Przede wszystkim makaron, w Dziurce wyrabiany na miejscu. Pięknie suszy się na drewnianych palach, jak obietnica znakomitej kolacji. My zamawiamy specjalność lokalu, czarny makaron „ma CZAR on”, jeden z krewetkami i chorizo, drugi z krewetkami i oliwkami, podlany maślanym sosem. Obie porcje pięknie wyglądają na talerzu i są po prostu doskonałe. Menu zmienia się tu codziennie. Ceny na szczęście nie. Wahają się w granicach 20-40 zł za danie główne.


Na deser koniecznie tiramisu o smaku pomarańczy i limoncello z kremem na bazie białej czekolady. Osobiście nie przepadam za cytrusowymi deserami, ale ten był pyszny. Oczy zaśmiały mi się też do tortów: czekoladowego i chałowego, wydawały się dziwnie znajome… Nic dziwnego, pozostałe desery dostarczają dziewczyny z natolińskiego Qki. To miejsce opisywałam na blogu w październiku. Świat jest mały!




I jeszcze parę słów o wnętrzu. Jest niewielkie i przytulne, dosłownie kilka stolików. (Warto wcześniej zrobić rezerwacje). Właściciele zadbali o to, by stworzyć miejsce, którego nie chce się opuszczać. Są świeże warzywa półkach, lawendowe ściany i nastrojowe lampeczki.  Wymarzony entourage dla udanej kolacji we dwoje. Niestety brak w karcie wina. Toast za piękną Italię i nasze najnowsze restauracyjne odkrycie wznieśliśmy już w zupełnie innym lokalu.



Dziurka od klucza
ul. Radna 13
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...